Autor Wiadomość
Gość
PostWysłany: Czw 14:50, 21 Mar 2013    Temat postu:

Przygotowania do wizyty prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Katyniu, a także do spotkania w tym samym miejscu premierów Donalda Tuska i Władimira Putina, trwały kilka miesięcy.

Prowadzona przez polski rząd i rosyjską ambasadę gra dyplomatyczna, której świadkowie ponieśli w większości śmierć w katastrofie smoleńskiej, obliczona była wyraźnie na rozdzielenie obu wizyt i obniżenie rangi delegacji prezydenta. Niestety, wszystko wskazuje na to, że kluczowe uzgodnienia zapadały w rozmowach nieformalnych – niewielkie są więc szanse, że kiedykolwiek poznamy ich treść.

Pod batutą ambasadora Grinina

Według rzecznika polskiego rządu Pawła Grasia o wspólnych polsko-rosyjskich uroczystościach katyńskich po raz pierwszy mówiono na wysokim szczeblu już 1 września 2009 r. w Sopocie. Donald Tusk i Władimir Putin niespodziewanie udali się wówczas na półgodzinną rozmowę w cztery oczy na słynne sopockie molo (choć oficjalny plan przewidywał spotkanie w hotelu Sheraton).

Do sprawy uroczystości wrócono 6 grudnia 2009 r., gdy radca Ambasady Federacji Rosyjskiej w Warszawie Dmitrij Polianski poinformował, że w kwietniu 2010 r. w Kaliningradzie planowane jest spotkanie premierów Rosji i Polski. Żadnych szczegółów jednak nie podano. Z nieoficjalnych informacji wynikało tylko, że Tusk i Putin udadzą się być może z Kaliningradu do Katynia.
Taką możliwość zakładano, bo równolegle pod koniec 2009 r. ruszyły przygotowania do corocznych uroczystości ku czci Polaków zamordowanych w Katyniu. Organizatorem obchodów była Rada Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa pod kierownictwem Andrzeja Przewoźnika, który zginął potem w katastrofie pod Smoleńskiem.

W uroczystościach 70. rocznicy ludobójstwa w Katyniu chciał oczywiście wziąć udział prezydent Lech Kaczyński. 27 stycznia 2010 r. podsekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta Mariusz Handzlik (również zginął w Smoleńsku) rozesłał pismo z informacją, że w kwietniu Lech Kaczyński planuje w Katyniu oddać hołd pomordowanym polskim oficerom. Dokument trafił do MSZ, Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa (ROPWiM), Ambasady RP w Moskwie i Adama Rotfelda (współprzewodniczącego Polsko-Rosyjskiej Grupy ds. Trudnych). Odpowiedzi Kancelaria Prezydenta się nie doczekała. W tym samym dniu Handzlik powiadomił listownie ambasadora Rosji w Polsce Władimira Grinina, że „Lech Kaczyński chciałby wspólnie z Prezydentem Federacji Rosyjskiej Dmitrijem Miedwiediewem pochylić się nad grobami polskich i rosyjskich ofiar, które spoczywają w Lesie Katyńskim”.

Dwa dni później Handzlik zwrócił się do sekretarza generalnego ROPWiM Andrzeja Przewoźnika z prośbą o przekazanie prezydentowi informacji na temat aktualnego stanu przygotowań do obchodów rocznicowych. Było już więc pewne, że Lech Kaczyński uda się na obchody – nie wiadomo było tylko, kiedy dokładnie one się odbędą.

W tym momencie uaktywniła się strona rosyjska. 3 lutego 2010 r. portal Onet.pl informował za rosyjską agencją Interfax: „Premier Federacji Rosyjskiej Władimir Putin zaprosił prezesa Rady Ministrów Donalda Tuska do wspólnego uczczenia pamięci ofiar Katynia. Uroczystości odbędą się w pierwszej połowie kwietnia 2010 r. – podała kancelaria Tuska w komunikacie. [...] Zaproszenie zostało przekazane w czasie rozmowy telefonicznej, do której doszło z inicjatywy strony rosyjskiej” .

Z drugiej strony Rosjanie – albo chcąc ośmieszyć Lecha Kaczyńskiego, albo wymusić na nim deklarację przylotu do Katynia w konkretnym terminie (lub jedno i drugie) – do 21 lutego udawali, że nic nie wiedzą o planach przylotu do Rosji Prezydenta RP. Władimir Grinin, ambasador rosyjski w Polsce, 20 lutego powiedział dziennikarzom wprost, że nie dostał pisma Mariusza Handzlika w tej sprawie. Dopiero gdy urzędnik Kancelarii Prezydenta zadeklarował, że dysponuje potwierdzeniem odbioru dokumentu przez rosyjską ambasadę w Warszawie, Rosjanie przyznali się do otrzymania listu. „Zadziwiające jest, że ambasador Grinin tymi swoimi słowami włącza się w sprawy wewnętrzne w Polsce. A to nie należy do jego obowiązków” – komentował w Radiu Zet podirytowany Aleksander Szczygło, ówczesny szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego. „To u nas, w kancelarii, spowodowało dużą nerwowość, bo o ile byliśmy przyzwyczajeni do tego, że jesteśmy poddawani atakowi ze strony mediów czy polityków Platformy Obywatelskiej, o tyle włączenie się ambasady rosyjskiej w ten spór było już czymś całkowicie niesłychanym” – opowiadał w filmie „Mgła” (reż. Maria Dłużewska, Joanna Lichocka) zastępca szefa kancelarii Lecha Kaczyńskiego, Jacek Sasin.

Nie ma cienia wątpliwości, że Grinin wykonywał rozkazy bezpośrednio otrzymane od Władimira Putina. Obaj znają się jeszcze z drugiej połowy lat 80. Gdy Putin był agentem KGB we wschodnioniemieckim Dreźnie, Grinin stał na czele sowieckiej ambasady w NRD. Wcześniej (1973–1980) Władimir Grinin był ambasadorem ZSRR w Republice Federalnej Niemiec. Ambasadą rosyjską w Polsce kierował od 2006 r. do lipca 2010 r. Obecnie pełni prestiżową funkcję ambasadora Rosji w Niemczech.

Jak ustalono datę 10 kwietnia

Data 10 kwietnia padła po raz pierwszy w oficjalnej korespondencji 23 lutego 2010 r., w piśmie Andrzeja Kremera, wiceministra spraw zagranicznych, do szefa Kancelarii Prezydenta, Władysława Stasiaka. „Rada Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa organizuje w dniu 10 kwietnia 2010 r. wyjazd oficjalnej delegacji polskiej na coroczne uroczystości w Katyniu z okazji przypadającej w tym roku 70. rocznicy zbrodni katyńskiej. Do udziału zaproszeni są przedstawiciele środowisk rodzin katyńskich, duchowieństwa, Wojska Polskiego oraz innych grup społecznych i instytucji. Mając powyższe na uwadze, zwracam się do Pana Ministra z uprzejmą prośbą o ostateczne potwierdzenie gotowości Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej do uczestniczenia w tych uroczystościach i przewodniczenia delegacji polskiej. Ze względu na konieczność pilnego podjęcia szeregu przedsięwzięć logistycznych niezbędnych dla sprawnego zorganizowania wyjazdu delegacji, uprzejmie proszę Pana Ministra o niezwłoczne udzielenie odpowiedzi” – czytamy w dokumencie.

Oprócz Władysława Stasiaka list otrzymali wiceminister kultury Tomasz Merta, sekretarz generalny ROPWiM Andrzej Przewoźnik i szef kancelarii premiera Tomasz Arabski. Wszystkie wymienione tu osoby (także Andrzej Kremer) zginęły pod Smoleńskiem – wszystkie, oprócz Tomasza Arabskiego. Pismo z MSZ, powstałe prawdopodobnie na życzenie Radosława Sikorskiego, to wyraźna próba wymuszenia na Lechu Kaczyńskim oficjalnej deklaracji wylotu do Rosji 10 kwietnia.

Prezydent wstrzymywał się jednak z ostatecznym potwierdzeniem tej daty. 2 marca 2010 r. ówczesny Marszałek Sejmu Bronisław Komorowski wysłał więc do Kancelarii Prezydenta pismo z prośbą o umożliwienie posłom skorzystania z wolnych miejsc w samolocie. Nie wiadomo oczywiście, czy zamiarem marszałka było oficjalne potwierdzenie przez Lecha Kaczyńskiego konkretnej daty wylotu, ale w piśmie datowanym na 5 marca 2010 r. taką deklarację otrzymał. „Z upoważnienia Pana Prezydenta RP pragnę poinformować, że na uroczystości 70. rocznicy zbrodni katyńskiej w dniu 10 kwietnia 2010 r. w Katyniu Kancelaria Prezydenta RP organizuje przelot samolotu specjalnego” – czytamy w dokumencie podpisanym przez prezydenckiego urzędnika.

Wcześniej, 3 marca, dyrektor Zespołu Obsługi Organizacyjnej w Kancelarii Prezydenta Janusz Strużyna powiadomił Tomasza Arabskiego o „konieczności zabezpieczenia przelotów samolotem specjalnym Tu-154M” na trasach Warszawa–Smoleńsk i Smoleńsk–Warszawa. W dokumencie padła data 10 kwietnia 2010 r. i dokładne godziny wylotów.

W tym samym dniu polskie media podały, że uroczystości w Katyniu będą podzielone na dwie części: 7 kwietnia premier Tusk zobaczy się premierem Putinem, a 10 kwietnia hołd pomordowanym Polakom odda Lech Kaczyński.

Arabski sam na sam z Rosjanami

Donald Tusk od dłuższego czasu doskonale wiedział, że spotka się w Katyniu z Władimirem Putinem nie 10, a 7 kwietnia. Jak wynika z ujawnionych przez „Wprost” zeznań Agnieszki Wielowieyskiej, dyrektora Departamentu Spraw Zagranicznych kancelarii premiera – decyzja o podziale uroczystości zapadła już bowiem najwyżej kilka dni po rozmowie telefonicznej Tuska i Putina (która odbyła się 3 lutego 2010 r.). Jak już wspominaliśmy – prezydent Lech Kaczyński, formalnie pierwsza osoba w państwie, dowiedział się o tym dopiero na początku marca 2010 r.

Oficjalnym powodem rozdzielenia obchodów miały być plany Władimira Putina niepozwalające mu przybyć do Katynia 10 kwietnia 2010 r. „Ustalono, że 10 kwietnia 2010 r. pozostaje nadal aktualny jako termin obchodów centralnych, zaś 7 kwietnia będzie obejmował wizytę premiera Donalda Tuska z jej osobnym programem. W sumie w lutym 2010 r. organizacja tych dwóch wizyt niejako rozdzieliła się” – zeznała w prokuraturze Wielowieyska .

Główną rolę w przygotowaniu obu wyjazdów odegrało najbliższe otoczenie premiera Tuska. Tomasz Arabski, szef jego kancelarii, nie tylko na bieżąco miał wgląd do korespondencji między Kancelarią Prezydenta a MSZ, lecz prowadził także nieoficjalne lub półoficjalne rozmowy z Rosjanami. Najpierw – co opisaliśmy w „Gazecie Polskiej”, powołując się na naszych informatorów – spotkał się z przedstawicielami władz rosyjskich pod koniec stycznia 2010 r. . Notatkę z tego wyjazdu miała sporządzić Służba Kontrwywiadu Wojskowego. Potem, 17 marca, Arabski odbył jeszcze bardziej chyba zagadkowe spotkanie w jednej z moskiewskich restauracji. Jak zeznał w prokuraturze towarzyszący mu funkcjonariusz BOR – szef kancelarii premiera rozmawiał z Rosjanami dwie godziny. Nietypowe miejsce spotkania jednoznacznie wskazuje, że rozmowy te nie miały charakteru oficjalnego.

Ponadto – jak ustaliliśmy – na spotkaniu w restauracji nie było nikogo z resortu spraw zagranicznych ani z Ambasady RP w Moskwie (MSZ oficjalnie potwierdziło nasze informacje). To bardzo dziwna sytuacja, biorąc pod uwagę, że Arabski miał tam omawiać sprawy organizacji wizyt 7 i 10 kwietnia w Katyniu. Dlaczego tak ważne kwestie szef kancelarii premiera postanowił podjąć indywidualnie czy też – mówiąc dobitniej – bez świadków? I kolejne pytanie: z kim spotkał się wysłannik Tuska?

Jak ujawniła w „Gazecie Polskiej” Anita Gargas, 17 marca 2010 r., o godz. 17, Arabski widział się z ministrem Jurijem Uszakowem – zastępcą szefa kancelarii Władimira Putina ds. zagranicznych, jednym z najbardziej zaufanych ludzi rosyjskiego premiera. Nie wiadomo jednak, czy do rozmowy doszło właśnie w moskiewskiej restauracji, czy wcześniej lub później w jakimś innym miejscu .
Pewne natomiast jest, że wyjazd Arabskiego do Moskwy uniemożliwił wizytę w Rosji Mariuszowi Handzlikowi z Kancelarii Prezydenta. Handzlik chciał sprawdzić, czy Rosjanie i urzędnicy polskiej ambasady są przygotowani na przyjęcie prezydenckiej delegacji. 16 marca wystosował więc pismo do MSZ, prosząc o pomoc w przeprowadzeniu wizyty. Tego samego dnia Ambasada RP w Moskwie, a dokładnie jej szef Jerzy Bahr, wysłał w trybie pilnym odpowiedź. „Uprzejmie informuję, że – jak właśnie mnie powiadomiono – w związku z aktualnymi przygotowaniami kwietniowych uroczystości katyńskich (delegacja z ministrem T. Arabskim oraz A. Kremerem 17–18 bm.) [...] nie jest możliwe zrealizowanie planowanych przez Pana Ministra spotkań w dniu 19 bm.” – czytamy w piśmie do Mariusza Handzlika.

„Wizyta Arabskiego zablokowała możliwość rozpoznania przez Kancelarię Prezydenta tego, co się naprawdę dzieje w związku z przygotowaniami do uroczystości w Katyniu. A pamiętajmy, że kancelaria Lecha Kaczyńskiego była od początku marca bardzo zaniepokojona nieoficjalnymi informacjami, jakie do niej docierały, m.in. o stanie lotniska w Smoleńsku” – mówił „Gazecie Polskiej” w grudniu 2010 r. Antoni Macierewicz.

Niskie loty „Araba”

Tomasz Arabski należy do najbardziej zaufanych osób premiera i do najważniejszych jego doradców. Szef PO prywatnie mówi o nim „Arab”.

Z dokumentów rządowych jednoznacznie wynika, że to właśnie Arabski był koordynatorem lotu rządowego samolotu Tu-154M do Smoleńska 10 kwietnia 2010 r.

„Przewóz osób uprawnionych do korzystania z wojskowego specjalnego transportu lotniczego wykonują w ramach służby publicznej statki powietrzne jednostki wojskowej wyznaczonej przez Dowódcę Sił Powietrznych. […]. Koordynatorem realizacji Porozumienia jest Szef Kancelarii Prezesa Rady Ministrów” – czytamy w dokumencie pt. „Porozumienie w sprawie wojskowego specjalnego transportu lotniczego”, podpisanym 18 lipca 2005 r.

Dalsza część porozumienia mówi, że to koordynator, czyli szef kancelarii premiera, sporządza zamówienie na wykorzystanie samolotu wojskowego, które przekazuje dowódcy Sił Powietrznych, dowódcy jednostki wojskowej wykonującej transport oraz szefowi Biura Ochrony Rządu.

Do instytucji korzystających z wojskowego transportu lotniczego, o których jest mowa we wspomnianym porozumieniu, należało zapewnienie we własnym zakresie wyposażenia pokładowego oraz wyżywienia – za wszystkie inne czynności był odpowiedzialny koordynator minister Tomasz Arabski.

Trzeba zaznaczyć, że Arabski odegrał główną rolę także w organizowaniu lotów Lecha Kaczyńskiego i Donalda Tuska do Brukseli jesienią 2008 r. To właśnie wtedy doszło do gorszącego spektaklu medialnego, czyli publicznej odmowy udostępnienia rządowego samolotu Prezydentowi RP.

Przypomnijmy: 11 października 2008 r. minister Bogdan Klich ogłosił, że z powodu choroby pilota do Brukseli polecieć będzie mógł rządowym Tu-154 tylko premier.

Ponieważ gazety szybko zaczęły pisać o „przedszkolnym sporze o samolot”, dwa dni później doszło do spotkania prezydenta z premierem, na którym miano wypracować rozsądny konsensus: Tu-154 zabierze do Brukseli Donalda Tuska, a następnie wróci do Warszawy po Lecha Kaczyńskiego. Porozumienie trwało jednak bardzo krótko, bo już wieczorem 14 października Tomasz Arabski stwierdził, że rządowy samolot nie zostanie udostępniony prezydentowi. Arabski zdementował też informację, jakoby premier zgodził się wcześniej użyczyć Tu-154 Kaczyńskiemu. Zdaniem szefa kancelarii Tuska – „wniosek prezydenta o samolot dotyczył celów prywatnych”, a Tu-154 nie mógł wrócić po Lecha Kaczyńskiego, gdyż był potrzebny przebywającemu na szczycie UE premierowi.
Arabski najwyraźniej nie ustalił jednak właściwej wersji ze swoim przełożonym. Donald Tusk bowiem, zapytany przez dziennikarzy, czy faktycznie będzie potrzebował bezczynnie stojącego w Brukseli samolotu, odparł: „Powiem brutalnie – nie potrzebuję pana prezydenta, na tym polega problem” .

„Orsom” – bardzo doświadczony dyplomata

14 lutego 2010 r. do pracy w Ministerstwie Spraw Zagranicznych przywrócono Tomasza Turowskiego (ur. 1948) – dyplomatę, byłego ambasadora Polski na Kubie, wcześniej pracującego m.in. w Ambasadzie RP w Moskwie. Już następnego dnia Turowski znalazł się w Moskwie, zajmując stanowisko kierownika Wydziału Politycznego ambasady. „Decyzję o powierzeniu mu tej funkcji kierownictwo MSZ podjęło, kierując się jego bogatym doświadczeniem dyplomatycznym, w tym pobytem w latach 90. na placówce w Moskwie właśnie. [...] pan Turowski otrzymał od ówczesnego ambasadora zadanie udziału w przygotowaniu wizyt w Katyniu zarówno premiera Donalda Tuska 7 kwietnia 2010 r., jak i prezydenta Lecha Kaczyńskiego 10 kwietnia 2010 r.” – napisał rzecznik prasowy MSZ w odpowiedzi na pytania autorów programu telewizyjnego „Warto rozmawiać”.

„Bogate doświadczenie dyplomatyczne” Turowskiego sięga czasów PRL. Jak ujawniła „Rzeczpospolita” – człowiek odpowiedzialny za wizytę w Rosji prezydenta i premiera był w komunistycznej Polsce agentem najbardziej elitarnej komórki wywiadu: Wydziału XIV w Departamencie I. Struktura ta zrzeszała głównie „nielegałów”, a więc agentów działających na terenie obcych państw bez oficjalnej funkcji dyplomatycznej, często pod zmienionym nazwiskiem. Dostęp do danych tej agentury miały służby sowieckie.

Turowski w 1975 r., będąc już oficerem wywiadu, zgłosił się do rzymskiego zakonu jezuitów. Szybko nawiązał kontakt z wpływowymi osobami związanymi z Kurią Rzymską, a po wstąpieniu na tron Piotrowy Karola Wojtyły wtopił się w jego najbliższe otoczenie (miał m.in. być w dobrych stosunkach z szefem papieskiej ochrony). Meldunki sygnował pseudonimem „Orsom”. Z tzw. katalogów jezuickich wynika, że w czasie zamachu na Ojca Świętego Turowski przebywał w Rzymie; niestety, jego meldunki z tego okresu zniknęły .

„Orsom” służył komunistom aż do upadku systemu totalitarnego. Do „dyplomacji” wrócił w 1993 r. – najpierw pracował w Departamencie MSZ ds. Wschodniej Europy, potem – od 1996 r. – był radcą i ministrem pełnomocnym w Ambasadzie RP w Moskwie. W międzyczasie zdążył wzbudzić podejrzenia polskiego kontrwywiadu. Jak napisał „Nasz Dziennik”, Turowski „był w latach 90. rozpracowywany przez Urząd Ochrony Państwa. UOP sprawdzał jego kontakty z oficerem rosyjskiego wywiadu Grigorijem Jakimiszynem” .

Osoba o tak bujnej przeszłości nie mogła nie przydać się polskiemu MSZ przy organizacji wizyt premiera i prezydenta w Smoleńsku. Już tydzień po objęciu przez Turowskiego stanowiska kierownika Wydziału Politycznego ambasady resort pod kierownictwem Radosława Sikorskiego skierował do Kancelarii Prezydenta pismo nakłaniające Lecha Kaczyńskiego, by zadeklarował, że uda się do Katynia akurat 10 kwietnia. Niedługo, po publicznym potwierdzeniu tej daty przez prezydenta, minister Tomasz Arabski ujawnił, że Tusk i Putin spotkają się w Katyniu 7 kwietnia – co było równoznaczne z rozdzieleniem obchodów.

Gdy samolot z Prezydentem RP i 95 innymi osobami rozbijał się pod Smoleńskiem, Tomasz Turowski stał na płycie lotniska Siewiernyj. Nie wiadomo, co robił zaraz po tragedii. Sławomir Wiśniewski, montażysta TVP, który z własną prywatną kamerą przybył na miejsce katastrofy kilka minut po rozbiciu się samolotu, zeznał w prokuraturze wojskowej: „Gdy funkcjonariusze [FSB – przyp. aut.] próbowali mi wyrwać torbę z kamerą, którą schowałem do środka, w grupie rosyjskich funkcjonariuszy był przynajmniej jeden Polak. Ci, co mnie zatrzymali, zapytali się, czy mnie zna. On odpowiedział po polsku, ja nie znam tego człowieka, a następnie po rosyjsku powiedział, żeby mnie aresztować i zniszczyć sprzęt. Ja kojarzę z twarzy tego człowieka, wydaje mi się, że jest to jakiś pracownik ambasady albo konsulatu polskiego. Rozpoznałbym go, był wysoki, szczupły, krótko obcięty szatyn, w długim, beżowym płaszczu. Miał na pewno więcej niż 50 lat. Jestem przekonany, że był to Polak, mówił po polsku bez akcentu, twardo, bez zmiękczenia”. Czy chodziło o Turowskiego? Wiśniewski przez 10 miesięcy nie chciał dać jednoznacznej odpowiedzi. Wreszcie, pod koniec lutego 2011 r., w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” stwierdził, że osobą, która chciała zniszczyć jego sprzęt, był prawdopodobnie Grzegorz Cyganowski – II sekretarz ds. politycznych Ambasady RP w Moskwie. Szkopuł w tym, że Cyganowski jest znacznie młodszy i z pewnością nie wygląda na więcej niż 50 lat.

W aktach prokuratury znajduje się też ciekawe zeznanie Dariusza Górczyńskiego, naczelnika Wydziału Federacji Rosyjskiej w Departamencie Wschodnim MSZ: „Ambasador Turowski około godz. 12 przekazał mi, że otrzymał informację od funkcjonariusza FSO, że trzy osoby przeżyły i w ciężkim stanie zostały przewiezione do szpitala”. Plotka lub prawdziwa informacja o trzech rannych pasażerach (bądź trzech odjeżdżających z miejsca katastrofy na sygnale karetkach) przewijała się w kilku innych relacjach świadków, m.in. jednego z oficerów BOR.

Już po katastrofie Turowski miał nie reagować na prośby o umożliwienie wylotu ze Smoleńska Jaka-40 z Jackiem Sasinem, który chciał jak najszybciej dostać się do Warszawy. W wyniku spóźnionego przybycia Sasina – najwyższego rangą żyjącego urzędnika Kancelarii Prezydenta – Bronisław Komorowski sprawnie przejął władzę w ośrodku prezydenckim, uzyskując m.in. dostęp do osławionego aneksu do raportu z likwidacji WSI. W dokumencie tym – jak nieoficjalnie wiadomo – nazwisko obecnego prezydenta pojawia się w wyjątkowo negatywnym kontekście.

W tym miejscu warto przypomnieć, co o związkach Turowskiego i Komorowskiego pisał na swoim blogu na portalu Niezalezna.pl poseł do Parlamentu Europejskiego Ryszard Czarnecki. „Pan ambasador-minister pełnomocny Tomasz Turowski był i jest – jako jeden z nielicznych polskich dyplomatów – na «ty» z prezydentem Bronisławem Komorowskim”. Znajomość ta ma trwać – według Czarneckiego – od przynajmniej pięciu lat. „Tomasz Turowski wielokrotnie publicznie chwalił się, że wysokie stanowisko w naszej placówce w stolicy Rosji w lutym 2010 r. załatwiał dla niego ówczesny Marszałek Sejmu RP, obecny prezydent Bronisław Komorowski. Obaj panowie są zaprzyjaźnieni, mówią sobie po imieniu i utrzymywali również kontakty nie tylko służbowe, ale i towarzyskie poza gmachem na Wiejskiej w Warszawie” – dodawał Czarnecki.

Jak ujawnił w „Gazecie Polskiej” Aleksander Ścios , 15 kwietnia 2010 r., w piątym dniu żałoby narodowej, Tomasz Turowski jak gdyby nigdy nic brał udział w konferencji poświęconej „bohaterstwu żołnierzy radzieckich – wyzwolicieli”, zatytułowanej „Czyn narodu radzieckiego w Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej 1941–1945”. Odbyła się ona w moskiewskiej Akademii Ekonomii i Prawa, słynącej z czołobitnego podejścia do tradycji ZSRR. Na zakończenie konferencji przystrojony okolicznościowym kotylionem Turowski pozował wraz z innymi uczestnikami do pamiątkowej fotografii. Zdjęcie umieszczono na stronie internetowej uczelni, przyozdabiając je ramką z symbolem sierpa i młota.

Biznesowe kontakty szefa kancelarii

O człowieku, który koordynował lot Prezydenta RP do Smoleńska i który w tajemniczych okolicznościach spotykał się z Rosjanami w moskiewskiej restauracji, warto powiedzieć coś więcej.
W lutym 2010 r. „Gazeta Polska” informowała, że Tomasz Arabski, szef kancelarii premiera, nabył w 2008 r. akcje przedsiębiorstwa, którego radzie nadzorczej przewodzi biznesmen Wojciech K., szef rady nadzorczej spółki akcyjnej Bomi (sieć delikatesów). Według „Rzeczpospolitej”, nazwisko K. pojawia się m.in. w aktach zabójstwa groźnego olsztyńskiego gangstera Dariusza R. „Rz” dotarła także do stenogramów rozmów zarejestrowanych przez CBŚ. Wynika z nich, że Wojciech K. szczególnie interesował się śledztwem w sprawie zamordowania Krzysztofa Olewnika. Kiedy w maju 2006 r. zapadła decyzja o przekazaniu akt sprawy Olewnika do Olsztyna, prowadzący ją prokurator Piotr Jasiński zadzwonił do biznesmena, mówiąc: „Mamy tę sprawę”.

„Wojciech K. to dawny rezydent Pruszkowa w Olsztynie. Bardzo niebezpieczny człowiek. Szanowany gangster” – powiedział w „Superwizjerze” TVN Jarosław S. ps. „Masa”, świadek koronny w sprawie gangu pruszkowskiego.

Z oświadczenia majątkowego Tomasza Arabskiego, które zostało złożone 25 marca 2009 r., wynika, że posiadał 11 500 akcji Bomi wartości 119 600 zł. W 2009 r. wysłaliśmy pytania do ministra dotyczące posiadanych przez niego udziałów, jednak nam nie odpowiedział.

Związki Arabskiego z Bomi i K. raczej nie są przypadkowe. „W lipcu 2008 r. spółka Bomi, której akcjonariuszem także jest dom maklerski IDMSA, postanowiła, że przejmie Rabat Pomorze” – pisała w październiku 2009 r. „Niezależna Gazeta Internetowa” . Co ciekawe – akcje Rabatu, które zamieniono potem na walory giełdowe Bomi, zaproponowano 35 prominentom ze świata biznesu, m.in. członkom zarządu giełdy i żonie Jacka Sochy, byłego ministra skarbu. „Wśród akcjonariuszy Rabatu, którzy stali się właścicielami akcji Bomi, jest wiele innych wpływowych osób. Na liście znalazła się też Dorota Arabska, żona Tomasza Arabskiego, szefa kancelarii premiera Donalda Tuska. Wkład akcji Rabatu Doroty Arabskiej wyceniono przy zamianie na 372 tys. zł” – ujawniła „Niezależna Gazeta Internetowa”.
Gość
PostWysłany: Wto 14:27, 30 Paź 2012    Temat postu: zamordowanie 96 osób to niesłychana zbrodnia

zamordowanie 96 osób to niesłychana zbrodnia

- Zamordowanie 96 osób, w tym prezydenta RP i innych wybitnych przedstawicieli kraju, to niesłychana zbrodnia i każdy, kto choćby tylko poprzez matactwo lub poplecznictwo miałby cokolwiek z nią wspólnego, musi ponieś tego konsekwencje - powiedział na konferencji prasowej Jarosław Kaczyński odnosząc się w ten sposób do informacji opublikowanych przez "Rzeczpospolitą", według których na wraku Tu-154M znaleziono ślady trotylu.

Jarosław Kaczyński, fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta"Rzeczpospolita" podała dzisiaj, że specjalna grupa ds. pirotechnicznych wyposażona w najnowocześniejszy sprzęt pozwalający na wykrycie najdrobniejszych śladów materiałów wybuchowych znalazła na wraku prezydenckiego Tu-154M ślady trotylu i nitrogriceryny.

Jarosław Kaczyński powiedział, że śledztwo w końcu zmierza w kierunku, jaki powinno mieć. - Słyszymy już różnego rodzaju wyjaśnienia. Że II wojna światowa, ciężkie walki wokół Smoleńska, że powracający z Afganistanu pozostawili ślady trotylu - powiedział prezes PiS.


Kaczyński zaznaczył, że dotychczas wszystko wskazywało na to, że jedyną "kontrteorią" do oficjalnych ustaleń w sprawie przyczyn katastrofy smoleńskiej był wybuch. - I dzisiaj mamy ślady tego wybuchu - powiedział prezes PiS.

- Dzięki zespołowi Antoniego Macierewicza mamy badania różnych naukowców, którzy kwestionują oficjalną wersję. Ostatnio krąg naukowców ogromnie się rozszerza. Jest wiele konferencji, na których formułowana jest hipoteza wybuchu - podkreślił Kaczyński.

Lider opozycji przypomniał chronologię wydarzeń. - Najpierw mamy rozdzielenie wizyt, potem brak inspekcji i BOR-u na lotnisku. Dalej, już po katastrofie, akcję dezinformacyjną i to w takim tempie, że wskazuje na to, że była przygotowania. Potem rezygnacja polskiej strony ze śledztwa - powiedział.

- Każe nam się wierzyć, że to niebywały zbieg okoliczności, całkowicie absurdalny. Sprawa jest jasna. Konieczne są decyzje wstępne i tutaj przede wszystkim nadzwyczajne posiedzenie Sejmu i sprawozdanie prokuratora Seremeta - podkreślił Kaczyński.

O tym, że na wraku tupolewa znaleziono ślady trotylu poinformowała we wtorek "Rzeczpospolita". Według informacji gazety grupa polskich śledczych, która niedawno przez miesiąc ponownie badała wrak na terytorium Rosji, znalazła na szczątkach samolotu liczne ślady materiałów wybuchowych.

Jak napisała gazeta, badania przeprowadzone przez prokuratorów we współpracy z ekspertami z Centralnego Laboratorium Kryminalistycznego oraz CBŚ wykazały ślady trotylu i nitrogliceryny m.in. na 30 fotelach samolotu.

Jak podała "Rz" eksperci nie są w stanie stwierdzić, w jaki sposób na wraku maszyny znalazły się ślady trotylu i nitrogliceryny; wciąż biorą pod uwagę hipotezy, według których osad z materiałów wybuchowych mógłby pochodzić z niewybuchów z okresu II wojny światowej.

(TVP Info/JS)
Piotr
PostWysłany: Wto 21:06, 09 Lis 2010    Temat postu:

Jacku, zadne lotnisko na świecie nie ma takiej procedury: ZAMKNĘTE. A to dlatego, że podczas lotu zdarzają sie różne sytuacje ( np. awarie), czasami wymuszające lądowanie nawet w złych warunkach. Każde lotnisku tylko informuje załogę statku powietrznego, doradza itp., a decyzja o lądowaniu należy do dowódcy samolotu - tak jest na całym świecie!
jacek soplica
PostWysłany: Wto 21:04, 09 Lis 2010    Temat postu:

wystarczyło jedno słowo z wieży LOTNISKO Z POWODU MGŁY ZAMKNIETE.Czy było coś takiego? To standard światowy, nikt wtedy nie odważy się lądować, koniec kropka.
Forum
PostWysłany: Wto 20:13, 09 Lis 2010    Temat postu:

A złamanie wszelkich procedur bezpieczeństwa lotów, podjęcie decyzji o lądowaniu bez zgody wieży i pomimo ostrzeżeń o braku widzialności od Rosjan, załogi Jak 40 i Warszawy, to też wina Rosjan?

odpowiedz

2010-11-09 16:34
~PiSia Odp.: niewygodne fakty
Tak, taak...

odpowiedz
2010-11-09 16:38
~..w oko. Odp.: niewygodne fakty
Jakie służby przekazały Tobie te "sensacyjne "wieści?Czy może pan gen.Parulski przekazał,tak jak akta panu Lisowi?

odpowiedz
2010-11-09 16:43
~miki Odp.: niewygodne fakty
komu ty chcesz kit wciskac..?...kogo ty broni9sz , a kogo obwiniasz..?..kim ty jestes, kto ci płaci za te bzdury, dzieci sa madrzejsze od ciebie..Smile

odpowiedz
2010-11-09 16:45
~jagi Odp.: niewygodne fakty
Wiesz co się działo w wieży? To nie opowiadaj bajek. Skąd obecność na wieży oficerów FSB (dawne KGB), którzy po katastrofie zniknęli i do dzisiaj ich nie znaleziono i nie przesłuchano. Nie pitol gupot towarzyszu!

odpowiedz

2010-11-09 17:30
~kotix Odp.: niewygodne fakty
a ty skad wiesz co sie dzialo na wiezy? okazuje sie ze kazdy opowiada bajki, tylko zwolennicy glupiej teorii o zamachu wiedza co i jak bylo, na kazda rzecz znajdziecie jeszcze glupszy "argument" zeby "udowodnic" swoje racje. w smolensku byla mgla? ruskie zrobili. piloci ladowali mimo braku widocznosci, a byli swiadomi na jakiej sa wysokosci? meakoning. Rosjanie z wiezy podali zanizona widocznosc? oszukali zaloge. samolot sie rozbil? bomba jakaśtam. zginal Kaczynski? Putin go nie lubił i zrobili zamach na tą mega-światową figurę, która to kończyła kadencje prezydencką. PiSowcy uwazaja ze Kaczynski by wygral wybory? to ja wam powiem, ze katastrofe spowodowal Jarosław, aby móc wskoczyć na fotelik braciszka - przede wszystkim on mógł zyskać na katastrofie i caly PiS - bo gdyby JK został prezydentem - wladze w PiSie przejalby Ziobro, a wiemy, ze ten jest zdolny do wszystkiego - polityka to bagno, a PiS w tym bagnie jest omoczony po uszy. jak cala reszta politykow.

odpowiedz

2010-11-09 18:16
~hehehe w Google "W Smolenske upal samolet"
W Smoleńsku chwilę przed katastrofą zaledwie było widać ziemię z wysokości dziewiątego piętra... W internecie są posty internautów Smoleńska o tej katastrofie
Jeżeli kto chce poczytać to napiszcie CYRYLICĄ w Google "W Smolenske upal samolet" i pierwszy będzie ten artykuł

odpowiedz
2010-11-09 17:09
~mmm Odp.: niewygodne fakty
Z ciebie już nic nie będzie a do tego nic do ciebie nie dociera,no cóż żegnaj

odpowiedz
2010-11-09 17:17
~janek Odp.: niewygodne fakty
Skoro już o wieży piszesz to czemu nie wspomnisz o podawaniu przez wieże złej wysokości? I co się stało z kontrolerem? Zresztą samolot wcale nie lądował tylko miał zejść na wysokość decyzji!

odpowiedz

2010-11-09 17:50
~Anarchol'68 Odp.: niewygodne fakty
Nawet "zejść do wysokości decyzji" pilotom Tupolewa nie było wolno, na tym lotnisku, w takich warunkach (widoczność pozioma rzędu 400 metrów i mniej, podstawa chmur poniżej 50 metrów, co potwierdza załoga polskiego Jaka) i z takimi pasażerami na pokładzie...

odpowiedz
2010-11-09 18:02
~wow Odp.: niewygodne fakty
Nie lądował? To po co wypuszczał podwozie. W takich warunkach próba lądowania była narażeniem życia prezydenta i pozostałych osób na pokładzie. Samolot nie przewoził paszy dla bydła, ale najważniejszych ludzi w państwie!

odpowiedz
2010-11-09 17:18
~fh Odp.: niewygodne fakty
ty na pewno jesteś Polakiem?

odpowiedz

2010-11-09 17:38
~noith Odp.: niewygodne fakty
A ja wiem, ze on jest eskimosem! ;>

odpowiedz

2010-11-09 18:04
~motylek Odp.: niewygodne fakty
to pici pici ruski

odpowiedz
2010-11-09 17:45
~Nie kłamać ! Odp.: niewygodne fakty
po co kłamiesz? Przecież była ZGODA wieży.
Po co wprowadzasz ludzi w błąd ?

odpowiedz
2010-11-09 17:47
~Nie kłamać ! Odp.: niewygodne fakty
po co kłamiesz? Przecież była ZGODA wieży.
Po co wprowadzasz ludzi w błąd ?

odpowiedz
2010-11-09 17:39
śmieszek Odp.: niewygodne fakty
co ty kitu się najadłeś czy politechnikę skończyłeś?

odpowiedz
2010-11-09 17:48
~oj_janek Odp.: niewygodne fakty
...miał zejść na wysokość decyzji - no i tak długo podejmowano decyzję lądować - nie lądować, że zabrakło wysokości... dlla zachowania rozsądności!

odpowiedz
2010-11-09 17:54
~Zirk Odp.: niewygodne fakty
A jakie to procedury bezpieczeństwa zostały złamane ?
Kiedy to wieża nie wyraziła zgody na lądowanie ?
I od kiedy próbne podejście to lądowanie ?
W główce się coś popier.... czy za dużo TVN-u się ogląda.

odpowiedz
2010-11-09 17:55
~Adam Odp.: niewygodne fakty
Merk całkowita zgoda. Tylko oszołomy z pisu nie przyjmują oczywistych faktów zawartych w stenogramach.

odpowiedz

2010-11-09 18:06
~POpelina Odp.: niewygodne fakty
cicho ruseczki nie ujadac prawdy i tak nie zatuszujecie swom szczekaniem,...SmileSmileSmile

odpowiedz

2010-11-09 18:49
~kotix Odp.: niewygodne fakty
ja mam nadzieje ze nikt nie zagluszy poszczekiwaniem prawdy. ani ruseczki, ani polaczki. i sie okaze kto za tym stal. ja obstawiam Jarka Kaczyńskiego, aby przejąć fotel braciszka. Jarka to była ostatnia szansa na prezydenture - juz w PiSie mowi sie ze kandydatem w 2015 bedzie Ziobro. jesli zas teraz Jarek zostalby prezydentem, wladze w PiSie przejalby Ziobro - czlowiek nieobliczalny, z szerokimi kontaktami, zdolny do zainicjowania zamachu. i macie swoj zamach!

odpowiedz
2010-11-09 18:14
~ROCKI7 Odp.: niewygodne fakty
MERK a ryja ci nikt nie zlamal?

odpowiedz
2010-11-09 18:46
~PL Odp.: niewygodne fakty
Oczywiście należy ślepo i bez zastrzeżeń wierzyć Ruskim bo to przecież nasi odwieczni przyjaciele i nie ma powodów aby uważać inaczej.

odpowiedz
2010-11-09 19:04
~jacek soplica. Odp.: niewygodne fakty
Merk chłopie opamiętaj sie, kto złamał procedury, jak była mgła, piloci powinni z wieży usłyszeć"ZPOWODU MGŁY LOTNISKO ZAMKNIĘTE" nikt nie odważy sie ladować i odlatuje tam gdzie warunki sa dobre, to standard dzisiaj, i nie piepszyc iż winien a to pilot tp Kaczyński, nawet czyta, że obaj a to Błasik, skąd tylu głupków w tym Kraju.
Jagram
PostWysłany: Czw 19:19, 05 Sie 2010    Temat postu:

JA I MOI KOLEDZY Z BRANŻY ŻYCZYMY SOBIE ABY W
MIEJSCU KRZYŻA POWSTAŁ POMNIK TUSKA I KOMOROWSKIEGO!! DZIĘKI NIM NIE MA JUŻ LECHA K.


~ESBEK


foto PAP


Niech będzie pochwalony Donald Franciszek i Bronisław Maria zawsze dziewica.
Jaki dzisiaj jest rozkaz ze sztabu PO, bo nie wiem, co robić?


~Wyjborcaa


foto PAP


Dopóki będą wokół krzyża barierki dopóty czujność katolików będzie
wyostrzona. Należy usunąć wszystkie płotki by za tydzień, dwa pod osłoną nocy ustawić je ponownie, wyprowadzając przy okazji, bez kamer, obrońców krzyża. To ja muszę wszystko podpowiadać ?


~Ateista
Jagram
PostWysłany: Czw 19:13, 05 Sie 2010    Temat postu:

Nieudaczny rząd PO jest tego przykładem. Skuteczny rząd ...
... PiS mi odpowiadał i wcale mnie nie obchodzi nazwa partii tylko efekty i uczciwość wobec narodu

ppp



foto PAP


Efekty tej skuteczności odczuwamy właśnie teraz. To konieczność wprowadzania cięć budżetowych i podnoszenia podatków po ich propagandowym obniżaniu. Poza komisjami śledczymi i gorszącymi awanturami z koalicjantami rząd PiSu niczym sie nie wykazał.

Mając doskonałą sytuacje gospodarczą wypracowaną przez poprzedników i świetną koniunkturę na świecie PiS nie wprowadził żadnych reform gospodarczych, które teraz trzeba będzie przeprowadzać w warunkach narastającego kryzysu światowego.

Wreszcie jak można mówić skutecznym o rządzie, który nie przetrwał nawet połowy kadencji. Nie wiem jak można nazwać uczciwą wobec Narodu partię, która go dzieli na lepszą i gorszą połowę wedle lojalności wobec swojego wodza?


~Jędrula
Jagram
PostWysłany: Czw 19:12, 05 Sie 2010    Temat postu:

Co o religii mówi Konstytucja RP z 1997 roku? Kto twierdzi, że jest w niej mowa o świeckości państwa lub o jego neutralności myli się lub kłamie.

Państwo ma być bezstronne, to znaczy NIE WOLNO MU INGEROWAĆ W SFERY ŻYCIA RELIGIJNEGO oraz nie może ono faworyzować jednej religii ponad drugą. Na za to zapewniać swobodę wyrażania przekonań religijnych w życiu publicznym.


Oto co mówi konstytucjia:

Art. 25.

1. Kościoły i inne związki wyznaniowe są równouprawnione.

2. Władze publiczne w Rzeczypospolitej Polskiej zachowują bezstronność w sprawach przekonań religijnych, światopoglądowych i filozoficznych,
zapewniając swobodę ich wyrażania w życiu publicznym.

3. Stosunki między państwem a kościołami i innymi związkami wyznaniowymi są kształtowane na zasadach poszanowania ich autonomii oraz wzajemnej niezależności każdego w swoim zakresie, jak również współdziałania dla dobra człowieka i dobra wspólnego.

4. Stosunki między Rzecząpospolitą Polską a Kościołem katolickim określają umowa międzynarodowa zawarta ze Stolicą Apostolską i ustawy.

5. Stosunki między Rzecząpospolitą Polską a innymi kościołami oraz
związkami wyznaniowymi określają ustawy uchwalone na podstawie umów zawartych przez Radę Ministrów z ich właściwymi przedstawicielami.

Następnie interesujące nas postanowienia pojawiają się w rozdziale drugim WOLNOŚCI, PRAWA I OBOWIĄZKI CZŁOWIEKA I OBYWATELA.

A w nim:

Art. 53.

1. Każdemu zapewnia się wolność sumienia i religii.

2. Wolność religii obejmuje wolność wyznawania lub przyjmowania religii
według własnego wyboru oraz uzewnętrzniania indywidualnie lub z innymi, publicznie lub prywatnie, swojej religii przez uprawianie kultu, modlitwę, uczestniczenie w obrzędach, praktykowanie i nauczanie.

Wolność religii obejmuje także posiadanie świątyń i innych miejsc kultu w zależności od potrzeb ludzi wierzących oraz prawo osób do korzystania z pomocy religijnej tam, gdzie się znajdują.

3. Rodzice mają prawo do zapewnienia dzieciom wychowania i nauczania
moralnego i religijnego zgodnie ze swoimi przekonaniami. Przepis art. 48 ust. 1 stosuje się odpowiednio.

4. Religia kościoła lub innego związku wyznaniowego o uregulowanej sytuacji prawnej może być przedmiotem nauczania w szkole, przy czym nie może być naruszona wolność sumienia i religii innych osób.

5. Wolność uzewnętrzniania religii może być ograniczona jedynie w drodze ustawy i tylko wtedy, gdy jest to konieczne do ochrony bezpieczeństwa państwa, porządku publicznego, zdrowia, moralności lub wolności i praw innych osób.

6. Nikt nie może być zmuszany do uczestniczenia ani do nieuczestniczenia w praktykach religijnych.

7. Nikt nie może być obowiązany przez organy władzy publicznej do
ujawnienia swojego światopoglądu, przekonań religijnych lub wyznania.

Warto jeszcze w tym kontekście wspomnieć o tym artykule z tego samego rozdziału:

Art. 48.

1. Rodzice mają prawo do wychowania dzieci zgodnie z własnymi
przekonaniami. Wychowanie to powinno uwzględniać stopień dojrzałości dziecka, a także wolność jego sumienia i wyznania oraz jego przekonania.

2. Ograniczenie lub pozbawienie praw rodzicielskich może nastąpić tylko w przypadkach określonych w ustawie i tylko na podstawie prawomocnego orzeczenia sądu.


Puchaty


foto PAP


I co POmuszki? Gdzie jest wasza świeckość? W konstytucji ...
... RP jej nie ma, a GW i TVN nie są literą prawa w Polsce!


Puchaty



foto PAP

PO tak gwałtownie zwalcza pamięć po Lechu K. że na razie dla wielu Polaków stał się legendą. A już wkrótce stanie się symbolem walki o wolność.

~Merkantyliusz
Jagram
PostWysłany: Czw 19:12, 05 Sie 2010    Temat postu:

Polska jest państwem świeckim i to gwarantuje konstytucja. Nie ma więc miejsca dla takich sytuacji jak ta z krzyżem. Chcecie uczcić Kaczyńskiego zróbcie to w ciszy i zadumie w miejscach do tego przeznaczonych tj. kościoły, cmentarze. Dośc tej pomnikomanii ktorą Wasi przywódcy (nie kto inny) tak bardzo krytykowali za czasów socjalizmu.

~eden




foto PAP


rozkosz to ma Senyszyn ma się rozumieć bo, widzi w tym ...
... zdejmowaniu krzyży przyjemność i uśmiech na twarzy

andy.p88
Jagram
PostWysłany: Czw 19:11, 05 Sie 2010    Temat postu:

To nie są zwykli obrońcy KRZYŻA...

Napisałeś, że "rząd odpowiada za śmierć 96 ludzi". Rozumiem, że masz KONKRETNE dowody w tej sprawie. Jeżeli tak, natychmiast zgłoś się do prokuratury i przedstaw je przyczyniając się w ten sposób do przyspieszenia śledztwa. Jeżeli nie, ZAMILCZ OSZOŁOMIE!!!

~VX



foto PAP


ludzie którzy klęczą i się modlą przed krzyżem są ludzmi wyznającymi wiarę ,a jeżeli ktoś nie wierzy to nic mu do tego bo w Polsce jest konstytucyjna wolność sumienia i wyznania,kto obraza drugiego człowieka za jego przekonania religijne może podlegać karze
andy.p88


foto PAP


u Rydzyka nie usłyszysz nic o tym krzyżu oprócz podstawowej informacji jaką podaje tvn.
W tej sprawie dowiesz się więcej z wszystkich innych mediów niż od niego. I nie słyszałam, by wysyłał tam pielgrzymki dla obrony krzyża i nie zwalaj na człowieka jak nie jest winien.


Anna
Jagram
PostWysłany: Czw 19:11, 05 Sie 2010    Temat postu:

TO OBROŃCY POLSKIEGO KATOLICYZMU I KOSCIOŁA !!!!!!!!!!!

wy powinniście brac z nich pszykład bo sami jestescie Katolikami i musicie bronic symboli Polski Wielkiej Katolickiej !!!!!!!!!!
~ZOFIA KATOLICZKA

>>>

To nie są zwykli obrońcy KRZYŻA...
~Pol

>>>


foto PAP


Krzyż jest symbolem naszej wiary, więc obrona GO jest uzasadniona. Jednak uważam, że w miejsce krzyża powinien stanąć pomnik upamiętniający Ofiary Katastrofy Smoleńskiej.

Dziwi mnie fakt, że tak trudno jest postawić pomnik ludziom zasłużonym naszemu krajowi, a tak łatwo stawialiśmy pomniki Radzieckim ,,wyzwolicielom,,

Dlatego zastanawiam się, czy to aby nadal jest Polska ?

Czy my Polacy, jesteśmy u siebie ?

3 sierpnia na Węgrzech postawiono pomnik, zaproszono nasze władze i aż przykro o tym myśleć - NIKT nie pojechał tam.

Nie tak dawno Ś.P. Prezydent Lech Kaczyński, został odznaczony Najwyższym Orderem Gruzji i co ?

Cisza ?

A tak, cisza drodzy Polacy, bo to nie Narod jest zły, a władza już nie Polska.

Dlatego zaniechajmy walki o wiarę naszych ojcow i naszą. Nie dajmy IM satysfakcji skakania sobie do oczu. Ktoś świetnie tu zauważył, miała być druga Irlandia, a zamiast jej ograbiają nas z naszych największych wartości, z WIARY W BOGA !

Według nich Obrońcy Krzyża są uparci, a ONI jacy są ?

To rząd odpowiada za śmierć 96 ludzi i to od rządu powinna paść propozycja, upamiętnienia tych osob.

Nie Narod ma się upominać !

Zrozumcie to wszyscy i nie skaczcie jeden na drugiego, bo ONI tego właśnie chcą.

PODZIELIĆ SPOŁECZEŃSTWO, bo takim łatwiej jest manipulować i okradać je.
Jagram
PostWysłany: Czw 18:33, 05 Sie 2010    Temat postu: Krzyż przed pałacem prezydenckim

Dzisiaj około południa grupa czuwających przy krzyżu przed Pałacem Prezydenckim liczyła około 50 osób; większość z nich modliła się, odmawiając różaniec. Obok zatrzymywali się przechodnie, w tym turyści. Pojawiło się także dwóch księży, jednak nie chcieli rozmawiać z mediami.



foto PAP

W pobliżu krzyża wciąż gromadzą się także gapie i przechodnie, w tym zagraniczni turyści. Obok modlących się wiele osób prowadziło ożywione rozmowy, głównie na tematy polityczne, obyło się jednak bez incydentów.




foto PAP

Przed Pałacem Prezydenckim nadal stoją dwa rzędy barierek, których pilnują policjanci. W przeciwieństwie do sytuacji ze środy, nie ma w zasadzie utrudnień w dostępie do krzyża; przeciwnicy jego przeniesienia czuwają i modlą się na chodniku tuż przy nim.



foto PAP

Około godz. 11 odmawianie różańca przed krzyżem poprowadziło dwóch księży. Pytani nie chcieli powiedzieć, kim są i dlaczego tu przyszli. Tłumaczyli, że nie rozmawiają z mediami, a przy krzyżu tylko się modlili.



foto PAP


Wcześniej, dziś nad ranem, Inicjatywa Społecznej Obrony Krzyża, reprezentująca ludzi, którzy czuwają przed Pałacem Prezydenckim, przysłała oświadczenie, będące reakcją na wtorkowy wspólny komunikat Kancelarii Prezydenta, duszpasterstwa akademickiego, warszawskiej kurii, ZHP i ZHR. Napisano w nim między innymi, że "w poczuciu odpowiedzialności za zgromadzonych oraz przez szacunek dla tego ważnego dla nas wszystkich symbolu", zdecydowano o pozostawieniu krzyża w dotychczasowym miejscu.



foto PAP

Piszą, że chociaż krzyż został ustawiony przed Pałacem przez harcerzy, "to setki tysięcy rodaków przybywających pod Pałac Prezydencki uczyniły go niejako własnością całego narodu". "Ubolewamy, że pod pozorem kompromisu realizuje się polityczną awanturę sprowokowaną przez Gazetę Wyborczą i prezydenta elekta" - napisano w komunikacie.



foto PAP

Osoby, które czuwają przy krzyżu, protestują też przeciw wikłaniu w spór "niepełnoletnich harcerzy" oraz "narażaniu kapłanów na udział w akcjach z udziałem oddziałów policji". "Jako prowokację odbieramy zaostrzanie środków prewencji przy jednoczesnym niekonkretnym i mętnym oświadczeniu kancelarii i kurii, w którym nadal brak stanowczej deklaracji ustanowienia w miejscu krzyża trwałego znaku upamiętnienia ofiar katastrofy" - napisano w stanowisku.



foto PAP

We wtorek tłum przybyły w okolice Pałacu uniemożliwił zaplanowane na ten dzień przeniesienie krzyża w uroczystej procesji do kościoła św. Anny. Takie rozwiązanie zakładało porozumienie podpisane pod koniec lipca przez warszawską kurię, Kancelarię Prezydenta, organizacje harcerskie i duszpasterstwo akademickie kościoła św. Anny. 5 sierpnia uczestnicy akademickiej pielgrzymki mieli ponieść go na Jasną Górę, po czym krzyż miał wrócić kościoła św. Anny.




foto PAP

Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group